Rogale Marcińskie po poznańsku: Make rogal not war

Dziś Święto Niepodległości. W Poznaniu ten dzień jest również dniem imienin ulicy Święty Marcin. W mieście organizowane są różne atrakcje dla mieszkańców oraz parada uliczna połączona z nieodłącznym elementem jakim są Rogale Marcińskie, które są u nas tradycją. Kiedyś mieszkańcy innych części Polski nie znali smaku rogali, dziś można je kupić np. na allegro, przez co ich popularność się rozwinęła na inne rejony.


Rogale Marcińskie zostały w 2008 r. wpisane na listę “Produktów o chronionej nazwie pochodzenia w Unii Europejskiej”. Oznacza to, że tylko cukiernicy z Poznania i okolic mogą starać się o przyznanie specjalnego certyfikatu uprawniającego do sprzedawania produktu o nazwie “rogal świętomarciński”. Składnikami tych rogali jest głównie ciasto półfrancuskie, biały mak, orzechy i migdały.
Pewnie zastanawiacie się skąd się wzięła ta tradycja? Żródła jako symboliczny początek uznały 1891r. W tym roku ówczesny proboszcz jednej z poznańskich parafii poprosił wiernych, aby z okazji odpustu w dniu 11 listopada zrobili coś dobrego dla biednych, wzorując się na patronie kościoła – Św. Marcinie, który był rzymskim legionistą, który widząc marznącego żebraka, oddał mu połowę swojego płaszcza. Na apel proboszcza, jeden z poznańskich cukierników, odpowiedział i upiekł rogale, które rozdał biednym pod kościołem. W kolejnych latach dołączyli inni cukiernicy i od tamtej pory mieszkańcy Poznania mają swoje rogale.

Niestety w dzisiejszych czasach rogale raczej nie są dla biednych, gdyż jeden kosztuje ok. 7zł.
Zapraszam też do obejrzenia filmu promującego nasze rogale:
https://www.youtube.com/watch?v=i0BpZY9_4WI
My dziś wyjątkowo postanowiliśmy wybrać się za miasto, na naszą działkę, o której na pewno często będziecie mogli poczytać, zwłaszcza latem. Nasza mała oaza spokoju, w której czas płynie wolniej i lepiej się myśli, znajduje się 70km za Poznaniem. Termometr dziś pokazywał aż 17 stopni, co jest fenomenem przecież w listopadzie, więc mieliśmy możliwość zajadania się rogalami na świeżym powietrzu. Szkoda, że poza wysoką temperaturą słońce było schowane gdzieś za chmurami.

 

 

Odeszliśmy w tym wpisie trochę od dalszych podróży, ale niebawem zaczynamy nadal aktualizować resztę naszych wspomnień 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *